|
wtorek, 13 lipca 2010
Saga Zmierzch
Tak, oglądałem trzy ekranizacje kolejnych części ekranizacji Sagi Zmierzch autorstwa Stephenie Meyer: „Zmierzch”, „Księżyc w nowiu” i „Zaćmienie”. Wbrew powszechnym tendencjom, żeby te filmy, podobnie jak ich literackie pierwowzory, odsądzać od czci i wiary, muszę przyznać się, że moim zdaniem nie są one bynajmniej tak złe, jak się o nich często mówi. Grająca rolę głównej bohaterki, Belli Swan, Kirsten Stewart jest ładną dziewczyną i dobrą aktorką. Rober Pattinson natomiast, odtwórca roli wampira Edwarda, jest wyśmienitym aktorem. No i bardzo seksownym chłopakiem. Natomiast grający wilkołaka Jacoba Taylor Lautner ma najbardziej imponująca muskulaturę, jaką kiedykolwiek widziałem u młodzieńca w jego wieku. I chyba aktorem też jest nienajgorszym. Muzyka we wszystkich trzech częściach jest wyjątkowo ciekawa. Podobnie jak zdjęcia. A co do samej historii, to albo ktoś lubi opowieści o wampirach i wilkołakach, albo nie. Konia z rzędem temu, kto mi udowodni, że Saga Zmierzch jest głupsza od chociażby filmów z serii Underworld. Szczerze mówiąc to myślę, że z łatwością mógłbym udowodnić, że ekranizacja Sagi Zmierzch jest od nich o wiele lepsza, nie tylko ze względu na dużo większy budżet. Owszem widziałem już dużo lepsze filmy o wampirach, chociażby „Drakulę Brama Stokera” Francisa Forda Coppoli, „Nosferatu” Wernera Herzoga, czy „Wywiad z wampirem” Neila Jordana, ale powstawały one chyba z myślą o zupełnie innej widowni. Saga Zmierzch to przede wszystkim filmy dla nastolatków, a to, że oglądają je pasjami osoby dużo starsze, to już zupełnie inna sprawa. Mnie w książkach Stephenie Meyer, podobnie jak w filmach urzeka ta intensywność, bezkompromisowość uczuć, która z wiekiem być może zmienia się w egzaltację, ale jest chyba dość naturalna kiedy ma się naście lat. Prawdopodobnie gdyby ów fenomen zaistniał gdy byłem nastolatkiem prawdopodobnie zakochałbym się zarówno w książkach, jak i filmach nieomal bez pamięci. Oczywiście nie uważam bynajmniej, że wszystkie pomysły autorki są równie dobre. Na przykład łumaczenie nocnego trybu życia wampirów tym, że w słońcu błyszczy im się skóra jest moim zdaniem dość, delikatnie mówiąc, absurdalne. Ale nie przekreślałbym z tego powodu całej serii. Książki są dobrze napisane, wciągające i mają swój klimat. Podobnie jest z filmami. Łatwo jest je wyśmiać i wyszydzić, gdyż albo kupuje się zaproponowaną przez Stephenie Meyer konwencję, albo nie. Ja ją kupiłem i na każdej część bardzo dobrze się bawiłem, a tylko jedną z nich, „Zaćmienie”, oglądałem w stanie wskazującym na spożycie. I chociaż nie mam plakatu Roberta Pattinsona na ścianie to jestem pewien, że gdybym miał jakieś czternaście lat to z pewnością bym sobie taki sprawił.
środa, 30 czerwca 2010
„Wszystkie dzieci króla” Jimahla Di Fiosy
Chciałem poinformować Szanownych Czytelników, że właśnie została wydana książka „All the King’s Children” Jimahla Di Fiosy opisująca współczesną tradycję aleksandriańską. Jimahl, inicjowany Aleksandrianin, zasłynął intrygującą książką „A Voice in the Forest: Spirit Conversations with Alex Sanders”. Jest to jedyna chyba pozycja na rynku, która opisuje pracę współczesne covenu Tradycyjnych Wiccan, nie przez pryzmat rytuałów, ale interakcji pomiędzy poszczególnymi jego członkami, ich rozczarowań, wątpliwości, radości i osiągnięć podczas wiccańskiego treningu. Kilka lat temu, na długo przed inicjacją, lektura tej książki i jej przesłanie były dla mnie takim moim małym objawieniem. Z niecierpliwością czekałem więc na kolejną książkę Jimahla, tym bardziej, że… jestem jednych z jej bohaterów, podobnie jak kilka innych wspaniałych czarownic z mojej tradycji, z którymi miałem wielokrotnie zaszczyt pracować w Kręgu. Poświęcono mi cały osobny rozdział książki, więc na pewno nie przegapicie mojej historii opisanej prze Jimahla. :P Przyjaciele i znajomi wiedzą co będą ode mnie dostawać w najbliższym czasie na urodziny. ;) Resztę zainteresowanych zapraszam do księgarń internetowych. ;)
wtorek, 15 czerwca 2010
Warsztaty “W rytmie Bogini”
Członkinie Stowarzyszenia Dakini piszą: Stowarzyszenie Kobiet Dakini zaprasza na roczny W RYTMIE BOGINI w wodzie znajdziesz płomień Jestem gotowa, aby podzielić się z wami wiedzą i doświadczeniem, rezultatem wielu lat wytrwałych badań i poszukiwań, które pozwoliły mi stworzyć całościową, spójną wizję życia zgodnego z rytmem Bogini. Życia wolnego od przemocy i walki, w którym najwyższą wartością jest dobro żywej, odczuwającej istoty, jaką jest każdy z nas. Program Ten cykl warsztatów pozwoli poznać boginiczną wizję świata na poziomie intelektualnym (wykłady), żywego doświadczenia (wizualizacje, rysowanie mandali, łączenie dźwięku, ruchu i obrazu, tańce w kręgu), duchowej praktyki (nauka medytacji, ceremonie), tworzenia relacji z innymi i działania w świecie. 1 Dlaczego dla mitu Bogini charakterystyczny jest rytm: Życie – Śmierć – Odrodzenie? 2Czym są i jak łączą się ze sobą moc życia i moc umierania? Światło i Ciemność, początek i koniec? 3 Jak tańczą siły życia? W jaki sposób pięć uniwersalnych żywiołów układa się w niepowtarzalny wzorzec w życiu każdego z nas? 4 Kim jestem będąc człowiekiem? Warsztaty: jeden weekend w miesiącu plus letni, tygodniowy warsztat wyjazdowy. Terminy: 18 – 19 09, 9 –10. 10, 13-14. 11, 4-5 12, 15-16 01, 19-20 02, 19-20 03, 16-17 04, 14-15 05, 11-12 06. termin letniego warsztatu do ustalenia z grupą. Cena za jeden warsztat weekendowy – 300zł Zgłoszenia: Aissa Zakrzewska warsztaty@dakini.org.pl, tel. 501 713 841 Zapraszamy na naszą stronę http://www.dakini.org.pl, gdzie możecie przeczytać wiele ciekawych i ważnych tekstów! Anija Miłuńska
czwartek, 10 czerwca 2010
To lubię!
Ostatnio kręci mnie pewien mężczyzna. Nazywa się Nicola Formichetti. Jest stylistą. Zanim jednak przywołacie do głowy jakieś smutne wizje Tomka Jacykowa, czy przaśnej Doroty Williams zerknijcie na te dwa linki: http://www.nicolaformichetti.com/ i http://www.nicolaformichetti.blogspot.com/. Taka moda i taka stylizacja rzeczywiście mnie inspirują. To prawdziwa sztuka. Marki to nie wszystko. Liczą się bezkompromisowość, świeże podejście, wyobraźnia i rozmach.
środa, 09 czerwca 2010
Lady Gaga
Jestem pod ogromnym wrażenie ostatniego klipu Lady Gagi. Wciąż go oglądam, a im dłużej oglądam tym bardziej mi się podoba. Istny to tryumf homoerotycznego fetyszyzmu. Nad czym? Nie mam pojęcia. No i te odwołania do Kennetha Angera. Soror Gaga naprawdę się tym razem popisała. To jak dotąd najlepszy jej teledysk. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że następne będą jeszcze bardziej mroczne, fetyszystyczne i przestylizowane. No i, że będzie w nich więcej zajebistych facetów.
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Kolejny łikend
Obraziłem się na łikendy. Już ich nie lubię. Mój ostatni łikend był fatalny. To znaczy, niby wszystko było w porządku. Przeczytałem wreszcie „Christopher and His Kind” Christophera Isherwooda, zacząłem czytać rewelacyjne „Oko świata” Roberta Jordana. Obejrzeliśmy też do końca „Dynastię Tudorów” i zaczęliśmy oglądać piąty sezon „Gotowych na wszystko”. Czyli wszystko niby w jak najlepszym porządku. I pogoda taka ładna. A ja kręcę nosem, histeryzuję, męczę się i załamuję ręce. Gdybym to ja jeszcze nie miał prawdziwych problemów. Ale mam, przynajmniej kilka. A zamiast je rozwiązywać poddaję się spleenowi. Nie lubię siebie w takim stanie. Najbliższy łikend, a raczej weekend, na szczęście spędzę w Londynie. Tam zajmę się konstruktywnymi rzeczami. Nawet bardzo konstruktywnymi.
wtorek, 01 czerwca 2010
Ostatni łikend
Mój długi łikend był niezwykły. Duża w tym zasługa moich fantastycznych gości, z którymi go spędziłem. No i oczywiście wspaniałych znajomych, których w różnych okolicznościach miałem szczęście spotkać. No a na koniec łikendu miły akcent w postaci długiej rozmowy z moją zupełnie szaloną przyjaciółką, z którą kontakt straciłem kilka lat temu, a teraz na szczęście ponownie go odzyskałem, dzięki mojej ostatniej (nad)aktywności na Fejsbuku. Razem z Drakonarią fantazjujemy o naszych nowych mieszkaniach, a nasze fantazje stają się z dnia na dzień coraz bardziej perwersyjne. Miejmy nadzieję, że niebawem je zrealizujemy. Nie mogę się już doczekać wrześniowych wykładów i warsztatów Starhawk. Zaliczka już wpłacona i pozostaje tylko odliczać dni do tego wydarzenia.
piątek, 28 maja 2010
Twarzoksiążka
Od poniedziałku jestem królem Facebooka. Wygłupiam się, dokazuję, rozwiązuję durne quizy i czatuję ze znajomymi. Dzięki Facebookowi cały tydzień zleciał mi w sekundę. Ale teraz czuję się już trochę tym wszystkim zmęczony. I trochę przerażony faktem, że wystarczy się tam zalogować i właściwe cały dzień masz z głowy. Nie żałuję jednak, że założyłem tam konto. Dzięki temu chyba odnowię kilka starych znajomości, które z różnych powodów rozpadły się w przeciągu ostatnich kilku lat. Weekend zapowiada się niezwykle ciekawie i raczej nie spędzę go na Facebooku. Trochę go sobie przedłużyłem. Od dawna tak się nie relaksowałem i wygłupiałem. Od jakichś pięciu lat. I dziwnie się z tym czuję. Chociaż wiem, że nie powinienem. Żyje się tylko raz.
czwartek, 27 maja 2010
Co się polepszy…
Ostatnio niemal wszystko się układa po mojej myśli. Sukces w moim życiu goni sukces. Coraz bardziej rośnie w związku z tym mój niepokój. Coś przecież w końcu musi się spieprzyć. Na razie jednak na to się nie zanosi. Może więc na fali ciągłych powodzeń uda się mnie i Szkrabowi przeprowadzić do nowego, większego mieszkania? Już snuję fantazje na temat mebli, koloru ścian, czy podług. No i nowych zwierząt, które sobie kupię, jak tylko skończy się remont. Najbliższy weekend zapowiada się wyśmienicie. Przede wszystkim przyjeżdża Draki. I nie tylko ona zresztą. ;) Odbędzie się w związku z tym, a może i bez związku z tym, kilka fantastycznych imprez. Mam tylko nadzieję, że uda się znaleźć tak ze dwie godziny, żeby wybrać się całą paczką na „Seks w wielkim mieście 2”. Nie na trzeźwo oczywiście. Co to, to nie. ;)
środa, 26 maja 2010
Błogie lenistwo
Od poniedziałku lenię się niemiłosiernie. Siedzę na Facebooku. Wieczorami czytam niewiele. Wypadałoby coś zrobić, ale na samą myśl o pracy słabo mi się robi. Prawdopodobnie jak ktoś mnie nie zmusi do pracy, to ja się do niej nie zmuszę. Wieczorem to co innego. Mała popołudniowa drzemka i biorę się za książkę Christophera Isherwooda. Książkę Anne Bishop na razie odstawiłem na półkę. „Dziedziczka cieni” jak na razie mnie nie porwała. No chyba, że przyjdzie nam z Szkrabem ochota na oglądanie „Dynastii Tudorów”. Tę opcję jestem w stanie rozważyć. Tak naprawdę żyję kupnem nowego mieszkania, remontem i przeprowadzką. Jeśli oczywiście moje i Szkraba plany wypalą w najbliższym czasie, co jest umiarkowanie prawdopodobne. No, ale nic nie poradzę, że ciągle zastanawiam się jakiego projektanta wnętrz wybrać, jakiego koloru ma być podłoga, a jakiego ściany. Silly me! |
Archiwum
Zakładki:
Blogi czytane
Blogi znajomych
Buddyzm w Polsce
Czarownictwo na świecie
Czarownictwo w Polsce
Fetysze
Moje miejsca w Londynie
Moje miejsca w Warszawie
Muzyka
Okultyzm
Pogaństwo
Roebuck w Krainie (nie tylko wirtualnych) Czarów
Teatr
The Urban Thicket (Myśli ukryte w Miejskim Gąszczu)
Tradycyne Czarownictwo
Tybet
Wicca na świecie
Wicca w Polsce
|